Dolina Prutu cz. 13

W okolicy widzimy domki chłopskie zupełnie inaczej stawiane, niż w Mołdawii i Wołoszczyźnie. Obejście zamyka wysoki częstokół z bramą przykrytą daszkiem, ściany są białe, a dach spadzisty. Nad brzegami Muraszu, który nosi starą nazwę dacką, spotykamy lud mówiący po węgiersku: to potomkowie dawnych Szeklerów. W centrum tej obcej ludności, wśród której przewija się jednak typ rumuński, rozłożyło się piękne nowożytne miasto Targovisztea-de-Murasz. Węgrzy, zabudowując je, chcieli mu nadać czysto madziarski charakter. Niegdyś tu i w dalszej okolicy, gdzie znajduje się sporo wsi rumuńskich, toczyły się zażarte walki pomiędzy obu narodowościami. Następstwem ich były mordy, pożary i zgliszcza; dziś wspólny interes skłania obce sobie ludy do zgodnego współżycia. Na lewym brzegu Muraszu spotykamy osiedla czysto rumuńskie; tam leży miasto Blay, rezydencja biskupia i niegdyś ośrodek budzącego się życia narodowego. Te same piękne tradycje posiada dolina rzeki Cris, wciśnięta pomiędzy góry, w których znajdują się kopalnie złota. Były tam zamki dawnych wojewodów, a w mieście Bains wyższe duchowieństwo zakładało szkoły rumuńskie, promieniujące na kraj cały. Kościółki w tych okolicach dziwnie przypominają Polskę, w szczególności modrzewiowe świątynie Górnego Śląska.

Przebiegając malownicze doliny Siedmiogrodu, nie możemy pominąć miejscowości historycznej, jaką dla Rumunów jest Alba Julia, stary gród, stojący jakby na straży skarbów kopalnianych w górach. Odwieczny kościół murowany trwa tu niezmiennie; spoczywają w jego podziemiach zwłoki dwóch braci Zapolyi, wielkorządców węgierskich, z pochodzenia chłopów rumuńskich; stoją też tam trumny Ferdynanda Habsburga i jego żony Izabeli Jagiellonki. W pobliżu wznosi się potężny gmach cytadeli, wystawionej ongi przez Austriaków. W tern to mieście w r. 1918 zgromadzili się rumuńscy przedstawiciele Siedmiogrodu i oświadczyli, że chcą należeć do Rumunii zjednoczonej; w miejscu, gdzie niegdyś legendarny książę Michał zatrzymał swego konia i objął ziemię, wtedy jeszcze niczyją, w posiadanie rumuńskie, dzisiejsi Rumunowie przyrzekają ludom, które następnie, wydarłszy ją prawym właścicielom, na niej osiedli, zgodne współżycie i opiekę prawa. Tutaj też koronował się niedawno zmarły (r. 1927) król Ferdynand i ukochana przez naród jego małżonka, królowa Maria.

Z większych miast Siedmiogrodu zasługuje na uwagę jeszcze Arad. Znajduje się tam wielki kościół katolicki, miejsce pobożnych pielgrzymek. Panuje tu ożywiony ruch umysłowy; 12 pism zawdzięcza swój rozwój i istnienie bogatym włościanom okolicznym, czerpiącym z winnic duże dochody. Ludność jest bardzo mieszana: węgiersko-niemiecko-rumuńska. Z rumuńską wiążą się bardzo odległe tradycje. Oto w pobliźu Aradu z obcą. kulturą jest wioska Cenad, gdzie przebywał w klasztorze św. Gerard, pochodzenia rzymskiego, który krzewił niegdyś wiarą Chrystusową wśród pogańskich jeszcze Madziarów.

Ale pilno nam już do morza, którego rozległe wybrzeże zostało przyznane Rumunom. Droga do morza Czarnego wiedzie przez Dobrudżę, odebraną od Turków i Bułgarów, słabo urodzajną i mało jeszcze kulturalnie wyzyskaną. Pola z nikłem zbożem, przeważnie owsem i kukurydzą, przecinają liczne pustkowia, służące za pastwiska lub całkiem opuszczone.

A jednak jest to kraj z bogatymi źródłami leczniczymi, z których główne jest Tekirgiol, jezioro wody jodowo-słonej, pomocnej na różne cierpienia. Jest tu także dużo stacji nadmorskich, gdzie śpieszą mieszkańcy Rumunii na wczasy letnie. Co więcej, gromadzą się tam liczne dzieci ze szkół powszechnych, wysyłanych przez państwo dla nabrania sił i zdrowia.

Panującym punktem wybrzeża jest port Konstanca (rum. Constanta), miejsce postoju dla licznych statków tak rumuńskich, jak włoskich i austriackich, które przewożą towary i podróżnych na dalszy Wschód, do Konstantynopola, Aten, Egiptu, Palestyny itd. Transportem Żydów do ich nowo utworzonego królestwa zajmują się przeznaczone na to osobne statki. Konstanca przedstawia mieszaninę różnorodnych narodowości: Rumunów, Greków, Turków, Ormian, Tatarów i rosyjskich Lipowanów. Tradycję rzymską ma tu uosabiać posąg poety Owidiusza. Bulwar nad morzem i Kasyno, zbudowane w jakimś obcym a mało estetycznym stylu, przedstawiają się nowożytne. Kąpieli morskich tu niema, brak jest plaży, przybysze więc zatrzymują się w licznych i wygodnych hotelach i śpieszą codziennie kąpać się do sąsiednich plaż: Mamaja i Tataja. Oprócz tego Rumunia posiada szereg miejscowości kąpielowych. Po drugiej stronie jeziora Tekirgiol znajduje się duże letnisko nadmorskie. Movilla, uczęszczane przez zamożniejszą ludność rumuńską. Buduje się tam obecnie mnóstwo willi, brak jest jednak ogrodów i zieloności. Skromniejsza Mangalia jest miasteczkiem zamieszkanym przez ludność wschodnią, w 1912 zbombardowanym przez Bułgarów i dotąd nieodbudowanym, prawdopodobnie dlatego, że mieszkańcy tureccy powrócili do Domek swej ojczyzny, pozostawiając za sobą ruiny, a inna ludność nie napłynęła. Przed kilku laty usunęło się tam morze, odkrywając szeroką, piaszczystą plażę. Pociągnęła ona licznych gości z miast Rumunii, szukających tanich warunków letniego pobytu. Publiczność to sympatyczna, uprzejma, odznaczająca się, tak jak lud, wielką urodą, znać na niej jednak silne wpływy cudzoziemskie, szczególniej francuskie. Miejscowa ludność, wynajmująca mieszkania i zajmująca się handlem, odznacza się uczciwością i nie zdradza żadnej chęci wyzysku. W Mangalii znajduje się wiele pamiątek starorzymskich, jak względnie dobrze zachowane ruiny łaźni z czasów Karakali. W ogóle archeologowie twierdzą, że cały teren Dobrudży to zbiór skarbów jeszcze nieodkopanych i niezbadanych, pamiątek historycznych ze zmieniających się tu kolejno obcych panowań i wędrówek ludów. Tutaj miał niegdyś głosić naukę Chrystusa św. Paweł z Miletu. Dalej ku południowi i granicy Bułgarii leży malownicza miejscowość kąpielowa Balcik (Balczyk).