Dalszy rozwój cywilizacji cz. 5

Rumuńska walka o wolność w XVII wieku, przechodząc do historii, nie uwieczniła się w pieśni gminnej ani w tradycji ludowej, co by świadczyło, że realny zmysł bizantyński, zwracający się raczej ku doraźnym korzyściom nawet w pracy oświatowej, głęboko w tym narodzie zapuścił korzenie.

Po owym krótkim wybuchu także stosunki ogólne ułożyły się spokojnie. Społeczeństwo stało się do zbytku ostrożne i trudne do podjęcia szybkiej decyzji, skłonne raczej tylko do targów z wrogiem, gdy chodziło o ulgi lub koncesje. Trafiali się jednak marzyciele, którym śniła się korona Wschodu, panowanie krzyża nad półksiężycem. Takim marzycielem był Franciszek Brancoveanu, syn i wnuk męczenników za wolność, który zginął także z ręki kata.

Przez ćwierć wieku panując na Wołoszczyźnie, szczodrą ręką tworzył on i obdarzał instytucje religijne. Odbudowywał klasztory, przywracając je do dawnej piękności, często z Wenecji zapożyczonej. W nieprzebytych lasach około Yalicea buduje wspaniały monaster, pełny dzieł sztuki bizantyńskiej, który wykończa jego żona, a później synowie. Następca jego. Grek Maurokordato naśladuje go i wznosi wspaniały gmach w mołdawskim stylu w Yacaresti, także chwale Bożej poświęcony.